Powrót do Dziennika Julii Hartwig i kilka luźnych spostrzeżeń.
1) Ze wspomnień o Czesławie Miłoszu z jego ostatnich, krakowskich lat wyłania się obraz niezwykle energicznego, bardzo aktywnego intelektualnie staruszka, który zaskakuje oczytaniem w świeżo wydawanych pozycjach (z Harrym Potterem włącznie). Z Julią Hartwig, kończącą w tym roku 92 lata jest podobnie. Poetka zaskakuje bardzo szczegółową wiedzą o nowych prądach w sztuce, wystawach, dokonuje przenikliwych analiz esejów z najnowszych numerów “The New York Review of Books”, słowem - prowadzi bardzo bogate życie kulturalne.
Julia Hartwig może więc bez wstydu cytować w jednym z zapisów słowa Flauberta wypowiedziane do Maupassanta: “dla wszystkich artystów jest tylko jedno zadanie - poświęcić wszystko sztuce”.
Być może moje zaskoczenie intelektualną żywotnością Hartwig wynika z pychy - wydaje mi się pewnie, młodzikowi, że ludzie starsi powinni już tylko wybierać strój do trumny. Kto wie…
2) Tymczasem autorka Gorzkich żali pracowitością i zaangażowaniem prześciga ludzi o wiele młodszych od siebie - ustawicznie zdobywa wiedzę o literaturze i sztuce. Narzeka, że nie wie zanadto o Becketcie, pisarzach irlandzkich…
Zapewne wynika to z pewnego nawyku brania czynnego udziału w życiu kulturalnym, który wydaje się być u naszych pisarzy mało obecny. (Prawdopodobnie z powodu nieustannej historycznej zawieruchy ostatnich dwu stuleci, która nie dopuściła do wykształcenia bohemy artystycznej na wzór zachodni, ale nie starajmy się wszystkiego tłumaczyć powstaniami i zaborami).
Julia Hartwig miała w tej materii nieco łatwiej niż inni pisarze okresu PRL - mogła wyjeżdżać za granicę i utrzymywać kontakt ze światem wolnej kultury zachodniej. Pomogło jej zapewne małżeństwo z Arturem Międzyrzeckim, o którym wypowiada się w Dzienniku bardzo ciepło.
Zapewniam, że ostatni akapit pisałem bez zawiści. Wystarczającym dowodem niech będzie tu moja data urodzenia.
3) To, co zachwyciło mnie już w wierszach Julii Hartwig to piękny umiar. Autorka Błysków jest kontynuatorką tradycji Miłosza w poezji polskiej, jeśli chodzi o dystans. Z kart Dziennika promieniuje jej skromność i prostota. Chyba najlepiej ukaże to poniższy fragment z 2 stycznia 2010 r:
Goście wyjechali. Wczoraj “zwiedziłam” jeszcze ich hotel z pięcioma gwiazdkami, gdzie zatrzymali się korzystając ze znacznej sezonowej zniżki. Wszystko w hotelowym standardzie perfekcyjne, ale przypuszczam, że łatwiej byłoby mi się zaadaptować w hotelu skromniejszym, w jakich się podczas moich podróży zatrzymuję. Tu - kompletne wyobcowanie. Jest stół, ale na pewno nie po to, by na nim pisać, dwa olbrzymie, luksusowo wyposażone łoża zagarniają gros miejsca. Jest to luksusowe miejsce do spania, ale jak się poruszać w tej przestrzeni?
4) A więc umiar i niedopuszczanie do siebie złych myśli, umiarkowany optymizm - to przepis na szczęśliwe życie wg Julii Hartwig? Ładnie to brzmi, ale jeśli chodzi o sprawy szczęścia w życiu to chyba nie ma żadnych recept.
Jest za to mój ulubiony wiersz Hartwig. Z tomu Gorzkie żale. Wskazówka.
DAR
Dziękuję ci za ciernisty dar samotności
I choć samotność miała być
jak ziemia nieurodzajna
jak pustynia
to jednak wyrósł na niej krzew
Od korzeni aż po wierzchołki gałęzi
nocą i za dnia krzew gra na wietrze
i wszystko jest przypomniane
Będę do niego wracał.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz