wtorek, 10 września 2013

Króciutkie przemyślenia o poezji Herberta przy słuchaniu płyty Gintrowskiego

1.
Słucham z wielkim zapałem płyty “Tren” Przemysława Gintrowskiego z piosenkami do wierszy Zbigniewa Herberta.
Jak chyba nigdy wcześniej podoba mi się Herbertowski patos spotęgowany jeszcze bardziej wzniosłą interpretacją Gintrowskiego.
2.
Wiersze Herberta to mieszanina ironii, melancholii i patriotycznej dumy. Teraz sobie myślę, że to chyba najlepszy konglomerat, jaki moglibyśmy sobie w polskiej literaturze wymarzyć. 
Bo każdy z tych trzech czynników osobno - na dłuższą metę byłby monotonny. Razem jednak tworzą całość, która jest bardzo polska.
3.
A jednak ta poezja, mimo że bardzo patriotyczna (“Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco”), stoi w opozycji do tradycji romantycznej (a czy można sobie wyobrazić coś bardziej patriotycznego, niż romantyzm?). Jest chłodna, nieskłonna do osobistych wyznań, unika też rymu. Bliżej jej do Cycerona, niż do Mickiewicza.
4.
Tych kilka wierszy - “Potęga smaku”, “Nike, która się waha”, “Pan Cogito o cnocie”, “Do Marka Aurelego” - jest ze mną od dłuższego czasu, także dzięki Gintrowskiemu. Postaram się niedługo napisać o nich nieco więcej, niż takie okruszki jak powyżej.
        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz