piątek, 8 listopada 2013

O krzyżu Jacka Markiewicza, prymitywnym szokowaniu i sztuce współczesnej

Motto:
Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
Nie należy zaniedbywać nauki o pięknie*
Może jestem staroświecki, może nie dorosłem do ukrytych znaczeń zawartych w sztuce współczesnej, ale zupełnie nie podoba mi się “dzieło” pana Jacka Markiewicza, w którym nagi facet ociera się o krucyfiks i dotyka go w sposób niedwuznaczny.
Pan Markiewicz, co trzeba przypomnieć, zasłynął swoimi wcześniejszymi pracami, w których przedstawiał siebie podczas masturbacji albo wystawiając w galerii w Orońsku ekskrementy.


Rozpaczliwym wydaje mi się akt artysty, który chcąc wywrzeć wrażenie postanawia szokować. Szokowanie staje się jego głównym celem, chce szokować za wszelką cenę, niczym małe dziecko, które rozrzuca zabawki, żeby zwrócić na siebie uwagę.
Nie byłoby w tym nic wartego opisywania, gdyby metody szokowania nie stawały się coraz bardziej nieznośnie prymitywne i chamskie, a przez to niewymagające od artysty wysiłku.
Wystarczy wziąć symbol niezwykle ważny dla ogromnej grupy osób, zbezcześcić go, usprawiedliwiając się dowolnością artysty i jakimś wzniosłym przesłaniem - sukces murowany.
Przypomina mi się teraz Gombrowicz i jego dystans wobec zachwytów, pretensjonalnych westchnień i zadzierania głowy w muzeach. Te ironiczne partie z “Dziennika” warto przypomnieć dzisiaj, gdy peany na cześć dzieł sztuki współczesnej stają się groteskowo niezborne w stosunku do ich rzeczywistej wartości.
Obrońcy pana Markiewicza mówią, że chciał wywołać “dyskusję o granicach sztuki i wolności artysty”. To dobrze, że w ogóle uznają jakiekolwiek granice. Ale gdzie je postawić, zakładając, że praca Markiewicza się w tych granicach mieści? A wieszanie genitaliów na krzyżu przez Nieznalską - mieści się czy nie?
Proponuję dyskusję o granicach absurdu.

* Z. Herbert, Potęga smaku [w:] tegoż: Wiersze zebrane, Kraków 2008, s. 523

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz