sobota, 12 października 2013

Co sądzę o ebookach?

fot. Peter Johns.
Kiedy Miłosz pisał “Ale książki będą na półkach / prawdziwe istoty” nie wiedział przecież, że ludzie będą czytać na tabletach, na kindlach.

Słowo wyświetla się na ekranach tych urządzeń na moment, a potem może to być zupełnie co innego. Słowa przepadają gdzieś w nieokreślonej elektronicznej przestrzeni.

Tym, co trzyma mnie przy papierowych książkach jest ich trwałość, niezmienność. Czuję się bezpiecznie, kiedy mam je pod ręką, w każdej chwili mogę do nich zajrzeć, bo nikt nie wie, co akurat może się przydać.

W pewnym sensie książki są wieczne - trwale może je zniszczyć tylko ogień. A przecież nawet jeśli jeden egzemplarz spłonie, to ma dziesiątki bliźniaczych kopii, które stoją na innych półkach albo w bezpiecznym cieple Biblioteki Narodowej. I trwają…
Mimo łun na horyzoncie, zamków wylatujących w powietrze,
Plemion w pochodzie, planet w ruchu.
Jesteśmy – mówiły, nawet  kiedy
wydzierano z nich karty .
Albo litery zlizywał buzujący płomień, 
cytaty pochodzą z wiersza “Ale książki” Czesława Miłosza.

środa, 9 października 2013

Tadeusz Różewicz kończy 92 lata

Czasy, w których żyjemy nie napawają optymizmem. Wiem, że brzmi to jak starcze utyskiwania, ale wydaje mi się, że żyjemy w czasach schyłkowych. W czasach, w których optymizm jest czymś niedorzecznym, szczególnie w poezji.
Dlatego chłodne obserwacje Różewicza, który kończy dziś 92 lata są mi potrzebne. Przeglądam sobie tomik “Zielona róża” i znajduję wiersz “Ślepa kiszka”. Niezwykle aktualny.
Metafizyka skonała
powiedział Witkacy
i odszedł
w nic

optymiści
którzy go przetrwali
biegają z formą
z foremką
do robienia wierszy
z piasku

oni wesołe wyrostki
robaczkowe
ślepej kiszki
Europy
***
Na deser zostawiam wam bardzo ciekawy telewizyjny wywiad z Różewiczem przeprowadzony przez Kazimierza Kutza. To w pewnym sensie rarytas, bo Różewicz rzadko wypowiada się w innej formie, niż poprzez poezję.

niedziela, 6 października 2013

Nagroda literacka Nike dla Joanny Bator za powieść “Ciemno, prawie noc”

image
Można narzekać na dobór finalistów, ale Nike to jak do tej pory najbardziej prestiżowa nagroda literacka w Polsce. Proszę mi wybaczyć przyziemność, ale 100 tys. zł, transmisja gali w najlepszym czasie antenowym w TVP 2 - to rzeczy, które trudno połączyć w dzisiejszych czasach z literaturą (chyba że jest to bestseller o odchudzaniu albo pornograficzny harlekin).

Jan Gondowicz o znikających zwierzętach

Kiedy w drugiej połowie lat 90. zaczęły ostro iść w górę ceny wywoławcze przedwojennych podręczników hodowli, jak na przykład „Pszczelarstwa nowoczesnego” ks. Margońskiego – zorientowałem się, że w pszczelarstwie źle się dzieje i hodowcy próbują się ratować. Tak samo w połowie lat 70. poszybowały stare podręczniki grzybiarstwa, a niebawem wyszło na jaw, że giną prawdziwki (obniżenie poziomu wód gruntowych). Czasem pytają mnie, po co studiuję katalogi aukcji księgarskich, skoro mnie na nic nie stać – a to między innymi właśnie dla orientacji, co się dzieje. Przeprowadzam tak zwane unikalne doświadczenie: wszystkich gdzieś nosi, po Dublinach, Karaibach czy Toskaniach, a ja 60 lat siedzę na miejscu i obserwuję, co się dzieje w kwadracie czterech ulic. A pamięć mam dobrą.  
Więc tak. W lipcu czekałem na kogoś godzinę w parku, przy klombie. Przez tę godzinę nie pojawiła się ani jedna pszczoła. Os też nie ma. Much nie ma!!! A co się działo pół wieku temu wokół straganów z gruszkami. Albo nad talerzem malin. Os było więcej niż powietrza. A dajmy na to w południe koło wiejskiego wychodka od much było aż ciemno, a od bzyku nie słyszało się własnych myśli. I gdzie się to podziało? (…)
Trzydzieści lat temu, kiedy hodowałem króliki, nie sposób było zbierać na Polu Mokotowskim koniczyny w południe. Pszczoły i trzmiele zagryzłyby na śmierć. W ruszającej się od różnych stworów trawie na tymże Polu skakały wielkie na palec, jadowicie zielone świerszcze, po pniach łaziły z takimi wąsami kózki. Na naszym za kamienicą podwórku lądowały w kałużach z pluskiem wielkie na pół dłoni pływaki żółtobrzeżki, co drugi liść na topoli był zwinięty w rurkę i skrupulatnie zaszyty przez rzemlika topolowca. Pod każdym kamieniem mieszkała ropucha jak kotlet schabowy. Kiedy kto widział ostatni raz kretowisko? Na każdym, ale to każdym kawałku trawy było co najmniej jedno. Teraz nawet samo słowo kretowisko wychodzi z użycia i troglodyci od reklam wpajają idiotom ciasto z proszku „kopiec kreta”. A takie małe pagórki ziemi wyplutej przez dżdżownice? W ogóle już w mieście nie ma dżdżownic.
(źródło: dwutygodnik)
Trzeba być wyposażonym w zmysł obserwacji pana Jana Gondowicza (jakby kto nie wiedział świetnego krytyka literackiego, tłumacza i mojego ulubionego eseisty) żeby wyłapywać takie szczegóły.
Obawiam się jednak, że te spostrzeżenia spowodowane są - proszę się nie obrazić, panie Janie - posuwaniem się w wieku. Człowiekowi… w sile wieku jego młodość jawi się żywsza, konkretniejsza, przepełniona intensywnymi barwami, kolorami, zapachami…
Pan Gondowicz, jako wybitny badacz twórczości Brunona Schulza, doskonale wie, czym jest mityzacja świata dzieciństwa.

środa, 18 września 2013

Myśli nieuczesane o teatrze

Byłem wczoraj w Teatrze Powszechnym na “Zbrodni i karze”. Poza świetnym Kazimierzem Kaczorem w roli Porfitego spektakl średnio mi się podobał.
Ale na recenzję przedstawienia przyjdzie jeszcze czas. Teraz chciałbym podzielić się kilkoma myślami, które przyszły do mnie podczas oglądania spektaklu.
Pomyślałem sobie, że jeśli jest jakaś przewaga teatru nad malarstwem, rzeźbą, czy literaturą, to jest to fakt, że w teatrze sztuka “dzieje się” na twoich oczach. W sensie ścisłym, jak dodałby Pilch.
Przychodzi sobie kilkoro aktorów, stają na scenie, mówią różne rzeczy i - bum! Jest sztuka.
Kiedy oglądasz obraz - nie masz bezpośredniego kontaktu z artystą, podchodzisz do dzieła jako do skończonej całości, która została dla ciebie przygotowana. W teatrze jesteś świadkiem “powstawania” dzieła, w pewien sposób w nim uczestniczysz.
Nie jestem fanem happeningu jako dziedziny sztuki, ale jeśli jest w nim coś wartościowego, to właśnie ten sam walor, który ma teatr - tworzenie w czasie rzeczywistym, “na żywo”.
Ot, takie moje myśli. Nieuczesane, ale swoje.

wtorek, 10 września 2013

Króciutkie przemyślenia o poezji Herberta przy słuchaniu płyty Gintrowskiego

1.
Słucham z wielkim zapałem płyty “Tren” Przemysława Gintrowskiego z piosenkami do wierszy Zbigniewa Herberta.
Jak chyba nigdy wcześniej podoba mi się Herbertowski patos spotęgowany jeszcze bardziej wzniosłą interpretacją Gintrowskiego.
2.
Wiersze Herberta to mieszanina ironii, melancholii i patriotycznej dumy. Teraz sobie myślę, że to chyba najlepszy konglomerat, jaki moglibyśmy sobie w polskiej literaturze wymarzyć. 
Bo każdy z tych trzech czynników osobno - na dłuższą metę byłby monotonny. Razem jednak tworzą całość, która jest bardzo polska.
3.
A jednak ta poezja, mimo że bardzo patriotyczna (“Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco”), stoi w opozycji do tradycji romantycznej (a czy można sobie wyobrazić coś bardziej patriotycznego, niż romantyzm?). Jest chłodna, nieskłonna do osobistych wyznań, unika też rymu. Bliżej jej do Cycerona, niż do Mickiewicza.
4.
Tych kilka wierszy - “Potęga smaku”, “Nike, która się waha”, “Pan Cogito o cnocie”, “Do Marka Aurelego” - jest ze mną od dłuższego czasu, także dzięki Gintrowskiemu. Postaram się niedługo napisać o nich nieco więcej, niż takie okruszki jak powyżej.
        

wtorek, 3 września 2013

O polonistach

image
Jakby ktoś jeszcze nie wiedział… zaczęła się szkoła! Rozpoczęty rok szkolny jest - mam taką nadzieję - moim ostatnim (klasa maturalna). Mam więc pewne doświadczenie w temacie Stanu Polskiej Edukacji. Śmiem twierdzić, że większe, niż zastępy ekspertów, które co roku z początkiem września debatują ze zmarszczonymi czołami nad poziomem szkolnictwa.
Zacznijmy od tego, że temat ów jest dla mnie bardzo ważny. Nie dlatego, żebym szkołę kochał, wręcz przeciwnie - jest ona obiektem mojej udręki i chronicznego narzekania. Uważam jednak, że szkoła - wybaczcie, jeśli zabrzmi to zbyt poważnie - kształtuje człowieka czasami o wiele bardziej niż dom rodzinny.
Wśród szkolnych przedmiotów zawsze najważniejszy był dla mnie język polski. Jestem bardzo wrażliwy na to, jak poloniści podchodzą do swojego zawodu - z misją, czy na odwal się. Być może dla tego, że sam - nie, nie żartuję - chciałbym go w przyszłości uprawiać. Postaram się opowiedzieć tu o tym, jak chciałbym, żeby wyglądało nauczanie polskiego w szkole. W tym temacie ogniskują się bowiem wszystkie wątki poruszane w tych rytualnych wrześniowych debatach o Stanie Polskiej Edukacji.