wtorek, 16 lipca 2013

Widoki, miejsca i smaki Krakowa

image
W Krakowie byłem zdany na łaskę internetu dostępnego w kawiarniach i restauracjach, który nie zawsze osiągał gepardzie prędkości. Żeby załadować wszystkie udane zdjęcia do jednego posta musiałbym więc siedzieć jakieś trzy godziny. Teraz, kiedy jestem już w domu, mogę je tutaj umieścić.

sobota, 13 lipca 2013

Flanowanie w Krakowie

image
Herbert pisał, że w zwiedzaniu najbardziej lubi włóczenie się po mieście, po obejrzeniu wszystkich zabytków i zrobieniu skrzętnych notatek. Wtedy, jak pisze w “Barbarzyńcy w ogrodzie”:
Zeszyt i szkicownik idą do kieszeni i zaczyna się najprzyjemniejsza część programu – flanowanie, to znaczy:
włóczenie się bez planu według perspektyw, a nie przewodników,
oglądanie egzotycznych warsztatów i sklepów (…), gapienie się, podnoszenie kamyków, wyrzucanie kamyków, picie wina w możliwie najciemniejszych zakątkach, zadawanie się z ludźmi (…)
Z podróży, tych małych i tych dużych, zapamiętuję detale - smaki potraw, uśmiechy ludzi, topografię pomijanych przez tłum zakamarków. To wszystko da się osiągnąć “flanując”.

W Krakowie lubię wchodzić na podwórka, czy - jak powiedziałby rodowity Krakus - podworce kamienic. Jeśli ma się szczęście, można trafić na małe cuda - porośnięte cierpliwie wspinającym się bluszczem ściany i drewniane galeryjki ze skrzypiącymi schodami.

piątek, 12 lipca 2013

Kraków - preludium

Siedzę sobie w kawiarni, patrzę na skąpany w strugach deszczu Rynek Główny w Krakowie, popijam herbatę - bo za kawą nie przepadam - i czuję się świetnie.
W ciągu dnia chodzę po krętych uliczkach Kazimierza, zaglądając co jakiś czas do podwórek kamienic, wolno spaceruję Plantami. Wędruję szlakiem krakowskich antykwariatów, pozwalając sobie na większą niż zwykle dezynwolturę przy kupowaniu książek.
A wszystkie spacery kończą się na najspokojniejszej ulicy świata - Skałecznej. Tu czuję się najlepiej, tu się kiedyś przeprowadzę.
Teraz jestem jeszcze na etapie zbierania detali, układania sobie w głowie tego, co chcę napisać o tym pobycie w Krakowie. Dlatego dużą relację ze zdjęciami dam dopiero jutro, albo pojutrze.
Tymczasem wracam na Skałeczną.

czwartek, 11 lipca 2013

Co łączy szwedzkie kryminały i maliny?

Co łączy szwedzkie kryminały i maliny?

Pewnie nic. Bywa jednak, że jakieś miejsca, zdarzenia, przedmioty kojarzą nam się z czytanymi w ich otoczeniu książkami. Do nas, bibliofili (osobliwy gatunek) wspomnienia powracają, kiedy patrzymy - nie bez dumy - na nasze zapchane makulaturą regały.

Ściągając jakąś książkę z półki myślę sobie czasem: “aha, czytałem ją w samolocie, wracając z Francji”, “a tamtą przeczytałem w nocy, w namiocie, przy świetle latarki, na biwaku w Grodnie”.

środa, 10 lipca 2013

W odpowiedzi Jej Trawie

image
Ida z MojejTrawy.pl napisała niedawno tekst pt. “Czekając na religijny Big Bang”. Jej artykuł - który znajdziecie pod tym linkiem - czytałem z wielką ciekawością, ale w wielu miejscach się nie zgadzamy. Dlatego napisałem poniższą polemikę. Tak, nie musicie regulować łącz, blogerzy dyskutują czasem o sprawach ważnych, a nawet ostatecznych.
Szanowna Ido,

Każdy z nas kiedyś natknął się na jakiegoś narwańca - faceta, który chce nam sprzedać odkurzacz do prania dywanów, Świadka Jehowy, działacza PiS-u albo Greenpeace’u.

My, Katole, też jesteśmy takimi narwańcami. Chrystus kazał nam - i wszystkim ludziom - głosić Ewangelię całemu światu, więc czujemy potrzebę odpowiedzi na takie wypowiedzi jak Twoja. Możesz więc potraktować mnie jak domokrążcę - nie obrażę się.

sobota, 6 lipca 2013

Jak było na McCartney'u?

Z wielkim opóźnieniem piszę o koncercie Paula McCartneya na Stadionie Narodowym, ale może to dobrze, bo mogę go ocenić na trzeźwo.
image
Było świetnie!
Tak sobie teraz myślę, że wzruszającym i zadziwiającym zarazem jest, że starszy pan z gitarą potrafi porwać 30-tysięczny tłum. Ale przede wszystkim porywają piosenki. Paul zaśpiewał cały kanon Beatlesów - “And I love her”, “Hey Jude”, “Let it be”, “Yesterday”.
Było też kilka pobeatlesowskich piosenek, np. “Live and let die” nagrany do jednego z Bondów, ale mniej mi się spodobały, bo… nie znałem ich. A ja, podobnie jak inżynier Mamoń, lubię piosenki, które już wcześniej słyszałem.
image
Drugi raz byłem na Stadionie Narodowym - poprzednim razem kupowałem książki - i wrażenia pozostają bardzo dobre. Chciałbym kiedyś przyjść tam na mecz reprezentacji Polski i być w tak samo dobrym humorze.
A zatem koncert udany.

A kiedy siedzący obok wujek, będący z tego pokolenia, które wychowało się na Beatlesach, śpiewa z Paulem “Hey Jude”, można uwierzyć, że marzenia się spełniają.

niedziela, 2 czerwca 2013

Na niedzielę - film o najsłynniejszym warszawskim antykwariuszu

W sercu warszawskiego Żoliborza jest osobny świat, który tworzy Pan Krzysztof Jastrzębski w swojej małej budce z używanymi książkami. Można mnie tam czasami spotkać, kiedy wraz z wymierającą zgrają entuzjastów słowa drukowanego “rąbię” - jak mówi pan Krzyś - w bananówkach wypełnionych książkami.
Polecam wizytę u niego, ale najpierw lepiej obejrzeć świetny film dokumentalny Macieja Cuskego z 2005 roku o antykwariacie pana Krzysia. Film pozwoli przyswoić sobie osobliwy savoir-vivre jaki tam funkcjonuje. A potem można udać się do Merkurego i rozpocząć “rąbanie”.
O panu Krzysztofie i innych warszawskich antykwariuszach będzie jeszcze sporo na tym blogu. Nastawcie uszu!