sobota, 6 lipca 2013

Jak było na McCartney'u?

Z wielkim opóźnieniem piszę o koncercie Paula McCartneya na Stadionie Narodowym, ale może to dobrze, bo mogę go ocenić na trzeźwo.
image
Było świetnie!
Tak sobie teraz myślę, że wzruszającym i zadziwiającym zarazem jest, że starszy pan z gitarą potrafi porwać 30-tysięczny tłum. Ale przede wszystkim porywają piosenki. Paul zaśpiewał cały kanon Beatlesów - “And I love her”, “Hey Jude”, “Let it be”, “Yesterday”.
Było też kilka pobeatlesowskich piosenek, np. “Live and let die” nagrany do jednego z Bondów, ale mniej mi się spodobały, bo… nie znałem ich. A ja, podobnie jak inżynier Mamoń, lubię piosenki, które już wcześniej słyszałem.
image
Drugi raz byłem na Stadionie Narodowym - poprzednim razem kupowałem książki - i wrażenia pozostają bardzo dobre. Chciałbym kiedyś przyjść tam na mecz reprezentacji Polski i być w tak samo dobrym humorze.
A zatem koncert udany.

A kiedy siedzący obok wujek, będący z tego pokolenia, które wychowało się na Beatlesach, śpiewa z Paulem “Hey Jude”, można uwierzyć, że marzenia się spełniają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz