środa, 10 lipca 2013

W odpowiedzi Jej Trawie

image
Ida z MojejTrawy.pl napisała niedawno tekst pt. “Czekając na religijny Big Bang”. Jej artykuł - który znajdziecie pod tym linkiem - czytałem z wielką ciekawością, ale w wielu miejscach się nie zgadzamy. Dlatego napisałem poniższą polemikę. Tak, nie musicie regulować łącz, blogerzy dyskutują czasem o sprawach ważnych, a nawet ostatecznych.
Szanowna Ido,

Każdy z nas kiedyś natknął się na jakiegoś narwańca - faceta, który chce nam sprzedać odkurzacz do prania dywanów, Świadka Jehowy, działacza PiS-u albo Greenpeace’u.

My, Katole, też jesteśmy takimi narwańcami. Chrystus kazał nam - i wszystkim ludziom - głosić Ewangelię całemu światu, więc czujemy potrzebę odpowiedzi na takie wypowiedzi jak Twoja. Możesz więc potraktować mnie jak domokrążcę - nie obrażę się.


Grzechy Kościoła to temat bardzo trudny. Wszystko rozbija się tu o nasze bardzo silne przywiązanie do tej wspólnoty. Trudno jest nam znaleźć odpowiedni dystans. To trochę tak, jakby ktoś zaczął krytykować twoją matkę - przywiązanie emocjonalne jest tak wielkie, że trudno odpowiedzieć bez zacietrzewienia. To błąd, z którym często my, Katole, nie potrafimy sobie poradzić - albo potępiamy ludzi myślących inaczej, albo się ich boimy.

Wiele odcieni
image

Należy jednak pamiętać, że Kościół to nie tylko proboszcz, grzmiący z ambony “Owsiak to szatan!” - to także księża jeżdżący z ruchem ewangelizacyjnym na Przystanek Woodstock. Kościół nie ma jednego oblicza, bo jest obecny na całym świecie, w tysiącach barw i odcieni - od starego rytu z łaciną i chorałem po afrykańskie tańce i śpiewy.Przed nami stoi wybór, w jaki sposób - w ramach Kościoła - chcemy dotrzeć do Boga.

Podajesz przykład Aleksandry Ziółkowskiej. Dla mnie też jest straszne, jak wiele osób odchodzi z Kościoła przez jakąś niemądrą wypowiedź księdza albo wiernego katolickiego. Mogę tylko powiedzieć do nich - nie zniechęcajcie się! Zraziliście się do jednego kościoła, pójdźcie do innego. Pouprawiajcie czasem churching.

Może to zabrzmi jak z kiepskiego popowego kawałka, “Małego księcia” albo jakiejś innej bajeczki z tanimi morałami, ale…

Spójrzmy na jasną stronę Księżyca!

Wydanym przed chwilą beztroskim okrzykiem nie zamierzam zakrywać zła, które pojawia się wśród członków Kościoła. Nie bagatelizuję tego, o czym piszesz w swoim tekście - pedofilii księży, nieścisłości finansowych etc. To są bardzo poważne problemy, z którymi Kościół musi dać sobie radę. I możesz mi zarzucić brak obiektywizmu, ale uważam, że stara się to robić. Warto posłuchać, co mówi o tych sprawach Papa Francesco.

Chodzi mi wyłącznie o empatię, której nie widzę, o pokazanie raz na jakiś czas dobrych skutków działalności tej starej, zmurszałej, spróchniałej, zatęchłej skandalami instytucji zwanej Kościołem Rzymsko-katolickim.  Ponieważ zło lepiej się sprzedaje niż dobro, media chętniej mówią o księdzu pedofilu, niż o księdzu, który pomógł nastolatkowi rzucić dragi.

Piszesz tak:
Jakkolwiek Kościół by się nie bronił tym, że niemoralni księża to wyjątki, czarne owce i ludzie, którzy zbłądzili, to niestety są oni reprezentantami swojego „zawodu”. Co gorsza reprezentantami, którzy w mediach pojawiają się częściej niż ich moralni i dobrzy koledzy. Równowaga gdzieś się zaburzyła
Niestety, mediom nie zależy na równowadze. Gdybyś była szefem stacji informacyjnej i miała dwa materiały do wyboru - o księżulu pedofilu i księżulu z duszpasterstwa walki z nałogami - który byś puściła? To się ogląda, to się klika!
Wiara i Nauka
Spójrzmy też przychylniejszym okiem na relacje Kościoła i nauki. Twoja diagnoza jest następująca:
Niezmienne pozostaje jednak to, że kościół walczy z nauką i ją piętnuje. Tak jak kiedyś piętnował naukowców, tak robi to do dziś. Tyle, że innymi metodami. Kiedyś palił na stosie, dziś wyklucza i indoktrynuje. Tylko idzie mu coraz słabiej, bo społeczeństwo ma lepszy dostęp do wiedzy.
Indeks ksiąg zakazanych, dożywocie dla Galileusza (zrehabilitowanego przez JPII) itd. to już zamierzchła przeszłość. Ostatnie stulecie pokazało, ze religia i nauka wcale nie muszą stać po przeciwnych stronach barykady.
Nawiązując do tytułu twojego tekstu (“W oczekiwaniu na religijny big bang”) wspomnę tylko, że twórcą hipotezy Wielkiego Wybuchu był belgijski duchowny katolicki Georges-Henri Lemaître.
Od lat istnieje coś takiego jak Papieska Akademia Nauk, prowadząca badania w zakresie chemii, fizyki, fizjologii i medycyny. Należał do niej m. in. pan Niels Bohr, którego możemy pamiętać z lekcji fizyki (model atomu, te sprawy…).
Btw, polecam świetną rozmowę ks. prof. Michała Hellera - fizyka, teologa i kosmologa - z Grzegorzem Miecugowem o relacjach między wiarą i nauką (nie bój się, nie będzie Cię nawracał :). Łap linka!
image
Co dalej?
Współczesny Kościół Katolicki, to domek z kart, który runie szybciej niż nam się wydaje.
Twoją diagnozę mógłbym zbyć pobłażliwym uśmiechem i maksymą “wielu już tak mówiło, kochana, pierwsza nie jesteś”. Bo istotnie, przez dwa tysiące lat, Kościół przetrwał mnóstwo schizm, kryzysów, odchyłów, podziałów, wojen domowych itd.

Ale rzeczywiście, w Europie zachodniej wiernych jest coraz mniej, kościoły pustoszeją i odprawia się w nich zwykle jedną Mszę tygodniowo. Można na tej podstawie wysnuwać wnioski o zwijaniu manatek i końcu Kościoła, ale ja widzę w tym ogromną szansę.

Pisze o tym w wydanej ostatnio w Polsce książce “Hurra, nie jestem Bogiem!” czeski ksiądz Tomaš Halik.
Przede wszystkim: nie musimy popadać w zakłopotanie, że ludzi uważających się za chrześcijan w Europie ubywa. Soli nie musi być dużo. (…) Nie wiem, skąd wzięło się wyobrażenie, że chrześcijaństwo musi mieć wymiar masowy. Tak, chrześcijaństwo musi być zaproszeniem, propozycją dla wszystkicha nie ezoterycznym klubem dla wąskiego kręgu wtajemniczonych. W Ewangelii jest wszak oczywiste, że Jezus był w sposób bardzo realistyczny świadomy tego, że nie wszyscy przyjmą Jego propozycje. Wiedział, że oferuje drogę stromą i niełatwą, na której wytrwają tylko nieliczni. Droga szeroka, wygodna dla masowych pochodów, nie prowadzi do uświęconego życia z Jezusem w pełni, lecz ku śmierci. (…)
Mniejszość nie może być kreatywna, jeśli jest zamknięta w sobie poprzez strach, a zwłaszcza gdy rekompensuje sobie swój strach i kompleks mniejszości przez apoteozę samej siebie i równocześnie demonizację swego otoczenia. Jest wtedy jak sól, która już nie soli, bo utraciła swój słony smak.
Nie będę Cię już zadręczał teologicznymi dywagacjami. Chciałbym tylko, żeby morałem mojego tekstu było stwierdzenie, że Kościół składa się z ludzi, a ludzie są grzeszni, więc Kościół jest i będzie grzeszny. To banał, ale warto go sobie uzmysłowić.
Wierzę jednak, że pod fasadą zła i grzechu kryje się w Kościele coś o wiele ważniejszego - droga życia. Łatwo się do niej zniechęcić, bo jest strasznie wyboista i stawia trudne do spełnienia warunki, ale wiem, ile mi dało wejście na tę drogę.

Uff, ale się zrobiło wzniośle i poważnie. Czas kończyć. Pamiętaj tylko, Ido, że nie chcę Cię nawracać :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz