piątek, 12 lipca 2013

Kraków - preludium

Siedzę sobie w kawiarni, patrzę na skąpany w strugach deszczu Rynek Główny w Krakowie, popijam herbatę - bo za kawą nie przepadam - i czuję się świetnie.
W ciągu dnia chodzę po krętych uliczkach Kazimierza, zaglądając co jakiś czas do podwórek kamienic, wolno spaceruję Plantami. Wędruję szlakiem krakowskich antykwariatów, pozwalając sobie na większą niż zwykle dezynwolturę przy kupowaniu książek.
A wszystkie spacery kończą się na najspokojniejszej ulicy świata - Skałecznej. Tu czuję się najlepiej, tu się kiedyś przeprowadzę.
Teraz jestem jeszcze na etapie zbierania detali, układania sobie w głowie tego, co chcę napisać o tym pobycie w Krakowie. Dlatego dużą relację ze zdjęciami dam dopiero jutro, albo pojutrze.
Tymczasem wracam na Skałeczną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz