wtorek, 22 października 2013

"Upokorzenie" Philipa Rotha - recenzja

image
Szukałem dobrej historii. Czasami, kiedy błądzę pomiędzy książkami, które nie zaspokajają w pełni mojego czytelniczego apetytu, mam głód “dobrej historii”. Zazwyczaj sięgam wtedy po Iwaszkiewicza, starych dobrych klasyków rosyjskich (Czechow, Dostojewski) albo po solidne kryminały (spośród zalewu Szwedów w tej dziedzinie wybieram niezmiennie Mankella). Oni mnie nie zawodzą.


Tym razem postanowiłem zaryzykować i wybrałem wydaną w serii Nike powieść Philipa Rotha pt. “Upokorzenie”. Jerzy Pilch, którego gustowi ufam, wielokrotnie chwalił Rotha w dzienniku, więc miałem wysokie oczekiwania. Roth ma ósmy krzyżyk na karku i po zdobyciu masy nagród literackich w milczeniu (niedawno ogłosił, że przestaje pisać) czeka na ostatnią - literackiego Nobla. Obok Cormaca McCarthy’ego - chyba nieco bardziej znanego polskim czytelnikom dzięki Wydawnictwu Literackiemu - jest uważany przez krytykę za najwybitniejszego współczesnego prozaika amerykańskiego.

Słowo “powieść” w kontekście opublikowanego w 2009 roku “Upokorzenia” jest jednak chyba mało precyzyjne. Jest to raczej przerośnięte opowiadanie. Bohaterem jest Simon Axler, 65-letni aktor teatralny, który - jak dowiadujemy się już w pierwszym zdaniu - “utracił swoją magię”.

Axler stracił swoją aktorską intuicję i niezdolny do tak dobrego jak za młodych lat wczuwania się w rolę, stał się pośmiewiskiem publiczności. Ogarniają go obsesyjne myśli samobójcze, trafia na terapię do szpitala psychiatrycznego, rozwodzi się z żoną, wreszcie przestaje grać. Życie Axlera bez podstawy i punktu odniesienia, jakim było aktorstwo, traci sens.

Rozpadowi psychiki towarzyszy rozpad ciała. Stary aktor, nie wiedząc jak się pozbierać, jak ułożyć sobie życie, próbuje grać różne role. Tym razem nie sceniczne, lecz życiowe. Rolę samobójcy, rolę leczącego się z myśli samobójczych pacjenta, wreszcie - najdłuższą i dającą mu największe, choć oczywiście pozorne ukojenie - rolę partnera o 25 lat młodszej lesbijki.
image

W przenikliwym eseju “Ósmy krzyżyk” (“Tygodnik Powszechny” 38/2013) Jerzy Jarniewicz pisze, że “Roth coraz częściej opowiada o tej szczególnej odmianie walki postu z karnawałem, jaką jest walka starości ze zmysłowością”. To konkluzja bardzo dobrze opisująca główny temat “Upokorzenia”. Człowiek stary, ukształtowany, doświadczony jest tu pokazany jako miotający się, naiwny, po gombrowiczowsku “szamoczący się z samym sobą” niczym zakompleksiony młokos.

Wiem o czym jest “Upokorzenie” - o walce z samym sobą przy “układaniu” sobie życia, o szukaniu zaspokojenia we własnej cielesności, o rozczarowaniu życiem.

Nie wiem jednak, jaka jest odpowiedź, propozycja rozwiązania. Roth przedstawia problem, ale nie kwapi się, żeby go rozwikłać. Może to dobrze… Nie przepadam za literaturą dającą odpowiedzi na wszystkie pytania.

Philip Roth “Upokorzenie”, przeł. Jolanta Kozak, Czytelnik, Warszawa 2011, s. 134.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz