czwartek, 31 października 2013

Henryk Markiewicz - mistrz, którego nigdy nie spotkałem

image
Przeglądam informacje w internecie i nagle dostrzegam skromną notkę o śmierci profesora Henryka Markiewicza.

Notka jest skromna, ale postać wielka. Odszedł wybitny historyk i teoretyk literatury, wielce zasłużony dla filologii polskiej dzięki niezliczonym publikacjom, głównie z epoki pozytywizmu, dobry duch Gołębnika (siedziby polonistyki UJ w Krakowie przy ul. Gołębiej). Można go umieścić w panteonie obok innych wielkich literaturoznawców - Juliana Krzyżanowskiego, Kazimierza Wyki, Stanisława Pigonia, Tadeusza Ulewicza, Artura Sandauera.


Stoją u mnie na półce, zawsze w pogotowiu, dwie książki Markiewicza - fundamentalna cegła o pozytywizmie, która przydała mi się, gdy pisałem pracę na olimpiadę polonistyczną i “Główne problemy wiedzy o literaturze”. Zawsze uważnie czytałem jego teksty, głos Markiewicza był dla mnie ważny. Pamiętam jak niedawno polemizował z Michałem Pawłem Markowskim w “Tygodniku Powszechnym” o wadach dzisiejszej polonistyki. Te dyskusje były bardzo ciekawe.

Odejście Markiewicza jest dla mnie zaskakujące nie tylko dlatego, że takie postaci wydają się być nieśmiertelne, ale także dlatego, że nie dalej jak w sobotę czytałem jego “Wycinanki” w Wyborczej. Te krótkie, przepełnione życzliwą ironią komentarze do fragmentów wyjętych z prasy codziennej pokazują, jak bardzo żywotną intelektualnie osobą był Markiewicz do samego końca.

Starał się zrozumieć współczesność, choć pewnie nie bardzo się w niej odnajdywał. Pamiętam jak w jednym z ostatnich wywiadów wyrażał oburzenie, że bez echa w prasie przeszła publikacja dwutomowego kalendarium życia Norwida.

Naiwnie wierzący w sprawy naprawdę istotne, bezgranicznie poświęcony powołaniu, wielki erudyta do ostatnich dni gotów poszerzać swoją wiedzę… Takim go zapamiętam.

Henryk Markiewicz zmarł dzisiaj w wieku 90 lat.
image
Henryk Markiewicz z Czesławem Miłoszem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz