Od najmłodszych lat byłem purystą językowym. Z wielką zaciętością poprawiałem błędy dorosłych - składnia, fleksja, fonetyka, odmiany - to było pole, na którym mogłem zdobyć nad nimi przewagę i zgrywać bystrzaka. Nie sądzę, żeby kierowały mną jakieś szlachetne pobudki - troska o kulturę języka itd.
Dziś błędy językowe irytują mnie w takim samym stopniu, ale nie wytykam ich innym z taką lubością, a jeśli już to grzecznie i uprzejmie. Mam wrażenie, że te narzekania na współczesną kulturę języka (“włanczać”, “wziąść”, “wzięłem”, “kupywać”, “wymyśleć” etc.) oraz żarliwe obrony “formy poprawnej” są głosem starców grożących laskami albo inteligentów-frustratów, tak jak w moim ulubionym filmie “Dzień świra”:
Dziś błędy językowe irytują mnie w takim samym stopniu, ale nie wytykam ich innym z taką lubością, a jeśli już to grzecznie i uprzejmie. Mam wrażenie, że te narzekania na współczesną kulturę języka (“włanczać”, “wziąść”, “wzięłem”, “kupywać”, “wymyśleć” etc.) oraz żarliwe obrony “formy poprawnej” są głosem starców grożących laskami albo inteligentów-frustratów, tak jak w moim ulubionym filmie “Dzień świra”:
Tak samo jak niechlujnego języka nie lubię defetyzmu oraz gderania. Przynajmniej tak to sobie ułożyłem w głowie…
Ale kiedy niedawno kupowałem piwo marki “Łomża” i zobaczyłem, że na etykietce jest napisane “lemonowe” to od razu miałem ochotę przyłożyć temu, kto je tak nazwał
- "Lemonowe"! Jakby nie mogło być po polsku - cytrynowe, limonkowe, jakkolwiek, byle po polsku - gderałem pod nosem.
A miałem nie dołączać do chóru frustratów…
Ale kiedy niedawno kupowałem piwo marki “Łomża” i zobaczyłem, że na etykietce jest napisane “lemonowe” to od razu miałem ochotę przyłożyć temu, kto je tak nazwał
- "Lemonowe"! Jakby nie mogło być po polsku - cytrynowe, limonkowe, jakkolwiek, byle po polsku - gderałem pod nosem.
A miałem nie dołączać do chóru frustratów…
PS. Piwo niezłe, ale zbyt słodkie. Na rynku lemoniad zmieszanych z piwem zdecydowanie przegrywa z Warką Radler.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz