niedziela, 8 grudnia 2013

Wyznanie "niedowiary"

W sobotnio-niedzielnej “Wyborczej” świetny tekst Jarosława Mikołajewskiego pt. “Kochany K., którego nie lubię”.
Cenię pióro Mikołajewskiego - poety, korespondenta z Włoch, znawcy Rzymu (niedawno kupiłem jego książkę “Rzymska komedia”, próbującą opisać Rzym poprzez dzieło Dantego - już sobie ostrzę ząbki).

czwartek, 5 grudnia 2013

Trochę o świątecznej herbacie z pesymistyczną refleksją pod koniec


Ilekroć podczas mniej lub bardziej przymusowych spacerów po centrach handlowych znajduję się w "Marksie & Spencerze", szybkim krokiem mijam dział z ubraniami i kieruję się do sklepiku z żywnością. 
Można tu kupić rozmaite angielskie wiktuały, a przede wszystkim ciasteczka maślane i herbatę.



czwartek, 28 listopada 2013

8 najciekawszych jesiennych nowości wydawniczych (non-fiction)


Na przełomie jesieni i zimy opatulamy się szalikami, wkładamy czapki i rękawiczki, a i tak zimno jak w szwedzkim cyrku. Kiedy idę na mrozie ciemnoszarymi ulicami Warszawy, przyciąga mnie miłe, ciepłe światło księgarń - “Liberu” i “Prusa” na Krakowskim, Dedalusa przy Chmielnej i innych. Tam można się ogrzać i pobyć chwilę w otoczeniu książek.

Licząc na zmarzniętych przechodniów, wydawcy przygotowują na późną jesień najsmakowitsze kąski. Poniżej lista 10 najciekawszych według mnie nowości non-fiction (niebawem pojawi się podobne notowanie z beletrystyką). Zaczynajmy więc!

wtorek, 26 listopada 2013

Stefan Chwin o czytaniu


W najnowszym numerze magazynu “Książki” ciekawa rozmowa o czytaniu ze Stefanem Chwinem - pisarzem, eseistą i historykiem literatury z Gdańska.
Zawsze z wielką uwagą czytam eseje Chwina, które raz na jakiś czas ukazują się w “Tygodniku Powszechnym” - stawia ryzykowne, intrygujące tezy, nie poddając się częstej w dzisiejszej eseistyce “mowie-trawie”.
Tak jest i w wywiadzie dla “Książek”. Donata Subbotko zadaje łagodne pytania o rytuały związane z lekturą, ulubione miejsce w domu do czytania etc., które niejako wymuszają sielankową odpowiedź. Tymczasem Chwin rzecze:
W samym akcie czytania jest coś mocno dwuznacznego. Np. siedzi sobie czytelnik w fotelu pod miłą lampą, nogi w mięciutkich kapciach, pali papieroska i czyta opowiadania Borowskiego z Auschwitz. Zanurza się w dokładny opis poniżania, dręczenia i mordowania ludzi, smakując przy tym rytm zdań, jakość stylu i nienaganną trafność kompozycji. Ten kontrast zawsze mnie raził. Czytelnik, nawet najbardziej etycznie wyrafinowany, sprawia sobie za pomocą książki intelektualno-emocjonalną przyjemność obojętnie, jakich to rozdzierających spraw książka dotyczy.
Polecam cały wywiad. Mało jest tam może optymizmu, ale wiele mądrych i przemyślanych poglądów.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Bronisław Maj

image
W sobotnio-niedzielnej “Wyborczej” duży wywiad o Wisławie Szymborskiej z Bronisławem Majem. Polecam tę lekturę, sporo w niej przezabawnych anegdot o autorce “Martwej natury z balonikiem”.

Nie o Szymborskiej chciałem jednak, lecz o tym, który z taką dystynkcją i zarazem wielkim poczuciem humoru o niej opowiadał - Bronisławie Maju.

piątek, 15 listopada 2013

Nieważne “przyszłem” czy “przyszedłem” - ważne, że doszłem

image
Janusz Głowacki “Przyszłem, czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy”, Świat Książki, Warszawa 2013, stron 238.
Film Wajdy o Wałęsie obejrzałem. Nie zachwycił mnie jakoś szczególnie, ale podobała mi się pielęgnacja  solidarnościowego mitu, który ostatnimi czasy próbowaliśmy sobie na różne sposoby popsuć.

Najnowsza książka Janusza Głowackiego to w pewnym sensie notatnik scenarzysty. Głowacki ze skąpstwa, jak zaznacza na początku, umieszcza w książce sceny, które nie weszły do filmu albo zostały brutalnie pocięte w postprodukcji oraz kilka pomysłów jak inaczej możnaby opowiedzieć historię przywódcy “Solidarności”.

poniedziałek, 11 listopada 2013

11 listopada

Portret Józefa Piłsudskiego pędzla Jacka Malczewskiego
Kiedy byłem mały, dziadek zabrał mnie na płac Piłsudskiego na uroczyste obchody święta 11 listopada z salwami i honorami.
Bardzo mi się podobało. Było zimno i uroczyście, niewiele z tego rozumiałem, ale wiedziałem, że uczestniczę w czymś ważnym i podniosłym. Oczywiście najbardziej ciekawiły mnie armaty.
Nie było to znowu tak dawno, ledwie kilkanaście lat temu. Ale nie było bójek, burd, zamieszek, rac etc. Potrafiliśmy uszanować narodowe świętości w zgodzie.
Piłsudski z Dmowskim gryźli się, ale dla dobra Polski potrafili się zjednoczyć. Tydzień temu na pogrzebie Tadeusza Mazowieckiego byli razem i Michnik, i Kaczyński - nie wyciągałbym z tego hurraoptymistycznych wniosków, ale może to dobry znak?
Moje pokolenie jest trochę jak dzieci pokłóconych rodziców. Dobrze by było, gdyby w tak ważne dni potrafili się pogodzić.

piątek, 8 listopada 2013

O krzyżu Jacka Markiewicza, prymitywnym szokowaniu i sztuce współczesnej

Motto:
Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
Nie należy zaniedbywać nauki o pięknie*
Może jestem staroświecki, może nie dorosłem do ukrytych znaczeń zawartych w sztuce współczesnej, ale zupełnie nie podoba mi się “dzieło” pana Jacka Markiewicza, w którym nagi facet ociera się o krucyfiks i dotyka go w sposób niedwuznaczny.
Pan Markiewicz, co trzeba przypomnieć, zasłynął swoimi wcześniejszymi pracami, w których przedstawiał siebie podczas masturbacji albo wystawiając w galerii w Orońsku ekskrementy.


poniedziałek, 4 listopada 2013

Książki, które otwierają się na właściwej stronie

Nie mam ostatnio nastroju do namiętnej lektury. Miotam się pomiędzy książkami, zaczynam i nie kończę.
Dzisiaj, desperacko poszukując jakiegoś duchowego posiłku, grzebałem w swoim księgozbiorze. Jakimś cudem książki bardzo często otwierają mi się na właściwej stronie. Tak było i tym razem.
Ściągnąłem z półki PIW-owskie wydanie “Pani Bovary” Flauberta z 1957 (po odwilży komunistyczne władze zaczęły pozwalać na wydawanie klasyki zachodniej literatury pięknej), które czytałem rok temu na działce.
Otworzyłem na losowej stronie i, sam błąkając się pomiędzy lekturami, znalazłem analogiczny problem u Emmy Bovary.
(…) Próbowała czytać poważne dzieła: historyczne i filozoficzne. Karol czasem zrywał się w nocy, myśląc, że wzywają go do chorego. “Idę, idę” - bełkotał.
A to był trzask zapałki, którą Emma pocierała, aby zaświecić lampę. Ale z czytaniem było jak z haftami, które, pozaczynane, poniewierały się w szafach. Brała książkę, rzucała ją dla innej i nie kończyła żadnej.
(przekład Anny Micińskiej)
Dla takich magicznych momentów, kiedy fikcja przylega do codzienności, warto czytać książki.
No cóż, dziś mogę tylko powtórzyć za Flaubertem: “Pani Bovary to ja”.

czwartek, 31 października 2013

Henryk Markiewicz - mistrz, którego nigdy nie spotkałem

image
Przeglądam informacje w internecie i nagle dostrzegam skromną notkę o śmierci profesora Henryka Markiewicza.

Notka jest skromna, ale postać wielka. Odszedł wybitny historyk i teoretyk literatury, wielce zasłużony dla filologii polskiej dzięki niezliczonym publikacjom, głównie z epoki pozytywizmu, dobry duch Gołębnika (siedziby polonistyki UJ w Krakowie przy ul. Gołębiej). Można go umieścić w panteonie obok innych wielkich literaturoznawców - Juliana Krzyżanowskiego, Kazimierza Wyki, Stanisława Pigonia, Tadeusza Ulewicza, Artura Sandauera.

środa, 30 października 2013

Urodziny Zbigniewa Herberta

image
29 października 1924 roku we Lwowie urodził się Zbigniew Herbert. To jeden z najważniejszych dla mnie pisarzy, który wciąż uwodzi swoim pięknym, dostojnym, apollińskim tonem i niezłomną niezgodą na zło.

poniedziałek, 28 października 2013

Tadeusz Mazowiecki

Jeden z architektów Polski, w której się urodziłem i której - mimo wielu wad - nie zamieniłbym na żadną inną.
To dzięki porozumieniu we wspólnej sprawie takich ludzi jak on udało się przeprowadzić zmianę ustrojową bezkrwawo.
Był - jak pisze dziś Adam Michnik - człowiekiem trzeźwym i cierpliwym, niczym Kutuzow z “Wojny i pokoju”.
Zmarł dzisiaj rano. Miał 86 lat.

sobota, 26 października 2013

Czytankowy Wałęsa


Byłem na “Wałęsie” Andrzeja Wajdy. To dobry film edukacyjny, pielęgnujący mit o przywódcy “Solidarności”, który chcemy przedstawić światu.
Nietzsche zauważył, że społeczeństwa i narody potrzebują mitu, jako czegoś cementującego, scalającego, podtrzymującego więzi. Wajda pielęgnuje mit takiego Wałęsy, jakim chcemy go zapamiętać - prostego człowieka “z gminu”, który okazuje się silnym, zdecydowanym przywódcą, planującym kilka ruchów do przodu.

wtorek, 22 października 2013

"Upokorzenie" Philipa Rotha - recenzja

image
Szukałem dobrej historii. Czasami, kiedy błądzę pomiędzy książkami, które nie zaspokajają w pełni mojego czytelniczego apetytu, mam głód “dobrej historii”. Zazwyczaj sięgam wtedy po Iwaszkiewicza, starych dobrych klasyków rosyjskich (Czechow, Dostojewski) albo po solidne kryminały (spośród zalewu Szwedów w tej dziedzinie wybieram niezmiennie Mankella). Oni mnie nie zawodzą.

sobota, 19 października 2013

Pierwsze urodziny "Fikcji"

image   
Wczoraj minął rok od pierwszego wpisu opublikowanego na tym blogu. Co prawda przez pierwsze miesiące “Fikcje” trwały w tzw. “okresie próbnym”, a posty zaczęły pojawiać się regularnie dopiero wczesnym latem tego roku, ale rocznica to rocznica. Czas więc podsumować nieco ten czas.

sobota, 12 października 2013

Co sądzę o ebookach?

fot. Peter Johns.
Kiedy Miłosz pisał “Ale książki będą na półkach / prawdziwe istoty” nie wiedział przecież, że ludzie będą czytać na tabletach, na kindlach.

Słowo wyświetla się na ekranach tych urządzeń na moment, a potem może to być zupełnie co innego. Słowa przepadają gdzieś w nieokreślonej elektronicznej przestrzeni.

Tym, co trzyma mnie przy papierowych książkach jest ich trwałość, niezmienność. Czuję się bezpiecznie, kiedy mam je pod ręką, w każdej chwili mogę do nich zajrzeć, bo nikt nie wie, co akurat może się przydać.

W pewnym sensie książki są wieczne - trwale może je zniszczyć tylko ogień. A przecież nawet jeśli jeden egzemplarz spłonie, to ma dziesiątki bliźniaczych kopii, które stoją na innych półkach albo w bezpiecznym cieple Biblioteki Narodowej. I trwają…
Mimo łun na horyzoncie, zamków wylatujących w powietrze,
Plemion w pochodzie, planet w ruchu.
Jesteśmy – mówiły, nawet  kiedy
wydzierano z nich karty .
Albo litery zlizywał buzujący płomień, 
cytaty pochodzą z wiersza “Ale książki” Czesława Miłosza.

środa, 9 października 2013

Tadeusz Różewicz kończy 92 lata

Czasy, w których żyjemy nie napawają optymizmem. Wiem, że brzmi to jak starcze utyskiwania, ale wydaje mi się, że żyjemy w czasach schyłkowych. W czasach, w których optymizm jest czymś niedorzecznym, szczególnie w poezji.
Dlatego chłodne obserwacje Różewicza, który kończy dziś 92 lata są mi potrzebne. Przeglądam sobie tomik “Zielona róża” i znajduję wiersz “Ślepa kiszka”. Niezwykle aktualny.
Metafizyka skonała
powiedział Witkacy
i odszedł
w nic

optymiści
którzy go przetrwali
biegają z formą
z foremką
do robienia wierszy
z piasku

oni wesołe wyrostki
robaczkowe
ślepej kiszki
Europy
***
Na deser zostawiam wam bardzo ciekawy telewizyjny wywiad z Różewiczem przeprowadzony przez Kazimierza Kutza. To w pewnym sensie rarytas, bo Różewicz rzadko wypowiada się w innej formie, niż poprzez poezję.

niedziela, 6 października 2013

Nagroda literacka Nike dla Joanny Bator za powieść “Ciemno, prawie noc”

image
Można narzekać na dobór finalistów, ale Nike to jak do tej pory najbardziej prestiżowa nagroda literacka w Polsce. Proszę mi wybaczyć przyziemność, ale 100 tys. zł, transmisja gali w najlepszym czasie antenowym w TVP 2 - to rzeczy, które trudno połączyć w dzisiejszych czasach z literaturą (chyba że jest to bestseller o odchudzaniu albo pornograficzny harlekin).

Jan Gondowicz o znikających zwierzętach

Kiedy w drugiej połowie lat 90. zaczęły ostro iść w górę ceny wywoławcze przedwojennych podręczników hodowli, jak na przykład „Pszczelarstwa nowoczesnego” ks. Margońskiego – zorientowałem się, że w pszczelarstwie źle się dzieje i hodowcy próbują się ratować. Tak samo w połowie lat 70. poszybowały stare podręczniki grzybiarstwa, a niebawem wyszło na jaw, że giną prawdziwki (obniżenie poziomu wód gruntowych). Czasem pytają mnie, po co studiuję katalogi aukcji księgarskich, skoro mnie na nic nie stać – a to między innymi właśnie dla orientacji, co się dzieje. Przeprowadzam tak zwane unikalne doświadczenie: wszystkich gdzieś nosi, po Dublinach, Karaibach czy Toskaniach, a ja 60 lat siedzę na miejscu i obserwuję, co się dzieje w kwadracie czterech ulic. A pamięć mam dobrą.  
Więc tak. W lipcu czekałem na kogoś godzinę w parku, przy klombie. Przez tę godzinę nie pojawiła się ani jedna pszczoła. Os też nie ma. Much nie ma!!! A co się działo pół wieku temu wokół straganów z gruszkami. Albo nad talerzem malin. Os było więcej niż powietrza. A dajmy na to w południe koło wiejskiego wychodka od much było aż ciemno, a od bzyku nie słyszało się własnych myśli. I gdzie się to podziało? (…)
Trzydzieści lat temu, kiedy hodowałem króliki, nie sposób było zbierać na Polu Mokotowskim koniczyny w południe. Pszczoły i trzmiele zagryzłyby na śmierć. W ruszającej się od różnych stworów trawie na tymże Polu skakały wielkie na palec, jadowicie zielone świerszcze, po pniach łaziły z takimi wąsami kózki. Na naszym za kamienicą podwórku lądowały w kałużach z pluskiem wielkie na pół dłoni pływaki żółtobrzeżki, co drugi liść na topoli był zwinięty w rurkę i skrupulatnie zaszyty przez rzemlika topolowca. Pod każdym kamieniem mieszkała ropucha jak kotlet schabowy. Kiedy kto widział ostatni raz kretowisko? Na każdym, ale to każdym kawałku trawy było co najmniej jedno. Teraz nawet samo słowo kretowisko wychodzi z użycia i troglodyci od reklam wpajają idiotom ciasto z proszku „kopiec kreta”. A takie małe pagórki ziemi wyplutej przez dżdżownice? W ogóle już w mieście nie ma dżdżownic.
(źródło: dwutygodnik)
Trzeba być wyposażonym w zmysł obserwacji pana Jana Gondowicza (jakby kto nie wiedział świetnego krytyka literackiego, tłumacza i mojego ulubionego eseisty) żeby wyłapywać takie szczegóły.
Obawiam się jednak, że te spostrzeżenia spowodowane są - proszę się nie obrazić, panie Janie - posuwaniem się w wieku. Człowiekowi… w sile wieku jego młodość jawi się żywsza, konkretniejsza, przepełniona intensywnymi barwami, kolorami, zapachami…
Pan Gondowicz, jako wybitny badacz twórczości Brunona Schulza, doskonale wie, czym jest mityzacja świata dzieciństwa.

środa, 18 września 2013

Myśli nieuczesane o teatrze

Byłem wczoraj w Teatrze Powszechnym na “Zbrodni i karze”. Poza świetnym Kazimierzem Kaczorem w roli Porfitego spektakl średnio mi się podobał.
Ale na recenzję przedstawienia przyjdzie jeszcze czas. Teraz chciałbym podzielić się kilkoma myślami, które przyszły do mnie podczas oglądania spektaklu.
Pomyślałem sobie, że jeśli jest jakaś przewaga teatru nad malarstwem, rzeźbą, czy literaturą, to jest to fakt, że w teatrze sztuka “dzieje się” na twoich oczach. W sensie ścisłym, jak dodałby Pilch.
Przychodzi sobie kilkoro aktorów, stają na scenie, mówią różne rzeczy i - bum! Jest sztuka.
Kiedy oglądasz obraz - nie masz bezpośredniego kontaktu z artystą, podchodzisz do dzieła jako do skończonej całości, która została dla ciebie przygotowana. W teatrze jesteś świadkiem “powstawania” dzieła, w pewien sposób w nim uczestniczysz.
Nie jestem fanem happeningu jako dziedziny sztuki, ale jeśli jest w nim coś wartościowego, to właśnie ten sam walor, który ma teatr - tworzenie w czasie rzeczywistym, “na żywo”.
Ot, takie moje myśli. Nieuczesane, ale swoje.